ONI low resolution 6x12.jpg

"Oni"

listopad-grudzień 2021

MYSIA 3 | 00-496 Warszawa

Ich twarze staną się rozpoznawalne po dłuższym przyjrzeniu. Dopiero wtedy pamięć podsunie ich nazwiska, w ostatnich latach codziennie przesuwające się na paskach TVP: Jarosław Kaczyński, Beata Szydło, Mateusz Morawiecki, Krystyna Pawłowicz, Sławoj Leszek Głódź i tak dalej. Pośród rzędów zdjęć odróżniają się trzy lustrzane pola. Rozpoznanie przychodzi natychmiast: to ja. W pracy o grupowej tożsamości, pułapkach zaimków, niebezpieczeństwach podziałów i boleśnie niemożliwych próbach ich zniesienia Marcin Osiowski po raz kolejny przykłada narzędzia estetyki do pola polityki. I po raz kolejny zaprasza do współpracy artystów innych mediów: artystkę performansu Klaudię Szott oraz reżysera Antoniego Gustowskiego.

ONI

Ikoniczne wizerunki polityków i polityczek (do których najwyraźniej zalicza też księży) Osiowski utrwalił w niepięknych grymasach, ciasno wykadrowane, liczne i stłoczone w bliskim sąsiedztwie. Mozaikowy pas zestawionych kwadratów przywodzi na myśl sitodrukowe odbitki Andy’ego Warhola (Marilyn Monroe, Muhammad Ali, Przewodniczący Mao), które przez zwielokrotnienie znanych twarzy wywoływały u patrzącego paradoksalne poczucie wtórnej nieznajomości. Osiowski spotęgował jeszcze ten efekt poprzez ujednolicenie i spłaszczenie kolorystyki. Część decyzji artysta pozostawił zresztą bezmyślności programu komputerowego, po swojemu rozlewającego czerwone wypełnienie tła.

„Obrazy polityków są powtarzane, ponieważ ktoś chce, żebyśmy im ufali” (Truszkowski, Andy Warhol jako producent reprezentacji, w: Andy Warhol, red. Agata Smalcerz, Múzeum Moderného Umenia Andy Warhola, Medzilaborce Slovensko, Galeria Bielska BWA, Bielsko-Biała 1997, s. 30) – taka jest rola fotografii w kampanii wyborczej. Tymczasem w swojej konwencji Osiowski doprowadził do czegoś wręcz przeciwnego. Mimo że sięgnął po znane fotografie z domeny publicznej, kalejdoskopowość zestawienia zamaskowała osobiste rysy. Od uniformizacji kompozycji zdjęć poprzez umieszczenie wszystkich ust pośrodku kadru i nałożenia im pikselowych czarno-czerwonych mundurków niedaleko już jest do policyjnej kartoteki.

Za sprawą cyfrowych operacji Osiowskiego doskonale znani z informacyjnych portali i plakatów wyborczych „oni” stali się wielością kopii tego samego „obcego”. Widz stoi naprzeciwko nich, tak odmienny, bo cieszący się indywidualnością i poszczególnością własnego „ja”.

Tymczasem przedstawieni politycy, płynący na wzbierającej w ostatnim dziesięcioleciu europejskiej fali populizmu i nacjonalizmu, chętnie posługują się w swoich wystąpieniach językową ramą „my - oni”, traktowaną jako synonim podziału „swój - obcy” (M. Wrześniewska-Pietrzak i M. Kołodziejczak, Antynomia „my–oni” – kategoria osoby w języku polskim i jej funkcja w politycznym dyskursie populistycznym, w: Badania nad dyskursem populistycznym. Wybrane podejścia, red. A. Stępińska i A. Lipiński, Wydawnictwo Naukowe Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza, Poznań 2020, s. 86) . Podmiot polityczny, z którym ma się utożsamiać ich elektorat, politycy konstytuują w opozycji do „onych”; jak gorzko pisze Osiowski: „zależnie od potrzeb narracyjnych i perspektywy, […] Żydów, Arabów, Ukraińców, niemieckich okupantów, […] roznoszących choroby imigrantów, […] rosyjskich zaborców, […] lewaków, cyklistów, pedałów i lesbijek” ( cytaty pochodzą z osobistych notatek Marcina Osiowskiego, o ile nie zaznaczono inaczej). Z drugiej strony politycy na ścianie „onymi” określają też „elity” czy urzędników Unii Europejskiej: „możnych tego świata knujących przeciwko zwykłym ludziom”.

MY

Osiowski od dawna w piśmie i w mowie potępia zarówno działalność władz komunistycznych przed 1989 rokiem, jak i obecnego rządu pod wodzą PiS. Często przyrównuje ich sposób działania, a zwłaszcza retorykę. Kojarzony z komunizmem czerwony kolor tła przetworzonych zdjęć można odczytać jako wskazanie w stronę tego zestawienia. 

Stąd łatwo założyć, że z perspektywy Osiowskiego przedstawieni w cyfrowej mozaiko-kartotece politycy to „oni” – dlatego odpowiednio zatytułował pracę. Przecież wielu reprezentantów jego pokolenia prowadzi prostą linię od „komuny”, z którą walczyli w studenckich latach 80., do współczesnych populistów. Skoro tak, to znaczy, że artysta umieszczałby siebie po stronie „nas”, ale tych obcych dla władzy i „narodu”, który ona chce reprezentować. A w grupie ze sobą – jak można w tym punkcie przypuszczać – widziałby też swoich odbiorców.

Jednak w tej pracy, podobnie jak Teresa Torańska w tak samo zatytułowanym zbiorze w wywiadów z prominentami wczesnej PRL (Oni, drugi obieg, 1985), Osiowski dowodzi, że próba spojrzenia z ukosa na narrację „my – oni” jest najczęściej nieporównanie ciekawsza niż utrzymanie tego podziału. Jako wieloletniego studenta filozofii Ludwiga Wittgensteina, artystę interesuje relacja języka z rzeczywistością. Nie umyka mu więc ironia okazjonalności zaimków „my” i „oni”. Poprzez użycie jednego z nich jako tytułu pracy, a przede wszystkim poprzez zamontowanie lustra pośród portretów, Osiowski przebiegle uwidacznia fakt, że „my” i „oni” to wyrażenia deiktyczne – takie, których znaczenie zależy od kontekstu wypowiedzi. Dla nas „my” to my, a „oni” to oni, ale przecież z kolei dla nich to my jesteśmy „oni”. Wszystko zasadza się na tym, z czyich ust to słowo wychodzi: na ustawieniu podmiotu.

Obok statycznej, fotograficznej kompozycji Osiowskiego, przestrzeni pracy dopełniają wideo wykonane przez Antoniego Gustowskiego oraz odczytywany przez aktora Grzegorza Sierzputowskiego poetycki tekst Klaudii Szott Lewiatan. Usta poruszające się bezgłośnie na ekranach nadają wizualną formę dyskursowi. Zawężając kadr, odcinając dźwięk i spowalniając obraz Osiowski z Gustowskim zdefamiliaryzowali medialny rytuał oglądania gadających głów. Mówiące „my” lub „oni” usta stały się wykonującym puste przebiegi zespołem mięśni. Absurdalne ruchy zostały wytrawione z wszelkiego znaczenia. Słyszany z głośników tekst jest natomiast monologiem wewnętrznym, zapisem przeżyć młodej artystki w zetknięciu z monumentalną serią fotografii.


JA

Umieszczając lustra pomiędzy zdjęciami, Osiowski podważa grubo ciosane bloki tożsamości grupowej. Widzom patrzącym na siebie w lustrze trudno nie myśleć o kwestii rodzenia się indywidualności – o opisanym przez psychoanalityka Jacquesa Lacana stadium lustra, procesie, w którym małe dziecko pierwszy raz wyodrębnia siebie z całości świata jako podmiot. Wzrok odgrywa tu niebagatelną rolę. Powstający podmiot paradoksalnie patrzy na obraz swojego ciała jako na innego.

Taką afektywno-polityczną możliwość dają widzowi estetyczne decyzje Osiowskiego. „My” to znaczy ja i ktoś jeszcze  (M. Wrześniewska-Pietrzak i M. Kołodziejczak, Antynomia „my–oni”…, dz. cyt., s. 85). W płaszczyźnie tej pracy lustro dokonuje fotomontażu: wkleja widza na zdjęcie klasowe ze znanymi populistycznymi politykami i polityczkami. Co zrobi osoba patrząca? Jak się poczuje? W jednym szeregu z nielubianymi politykami stanie niechętnie lub poczuje się wyróżniona wokół postaci z pierwszych stron gazet. Porówna swoją fizjonomię z rysami na zdjęciach, przesunie twarz, by usta trafiły w środek kadru. Będzie naśladować gimnastykę mięśni widoczną na ekranach. Odbije w lustrze rękę zamiast twarzy albo zrobi selfie ze znajomymi, by pójść Osiowskiemu na przekór.

Jeśli zidentyfikuje się ze swoim obrazem w lustrze, zacznie przynależeć do grupy polityków. Wszak politykę robi się obrazami. Czy dostrzeże jakieś fizyczne podobieństwo? Czy stanie się kimś innym? Czy inaczej zagłosuje w najbliższych wyborach? Czy jednak wrażenie obcości w tej grupie będzie nie do zniesienia, a siła niepodobieństwa sprowokuje do buntu?

Osiowski obraca podział „my  oni”, pokazuje jego jednoczesną naturalność, oczywistość i materialność oraz względność, absurdalność i dyskursywność. Ale czy bez niego jest możliwe zbudowanie tożsamości człowieka? Czy da się i czy warto go w jakiś sposób przekroczyć? A jeśli nie na polu partyjnej polityki, to może na polu politycznej estetyki?

kuratorka wystawy „Oni” oraz autorka tekstu: Aleksandra Paszkowska

fot. Adam Gut