flag,det.jpg

To nie jest flaga

listopad-grudzień 2021

MYSIA 3 | 00-496 Warszawa

Nie jest to wystawa o płacie tkaniny o określonych kolorach, w umownym układzie i o proporcjach, będących państwowym symbolem czy to Polski, Indonezji, czy Monako. Tam, gdzie większość publiczności widzi flagę, malarz widzi karmazyn, cynober, szkarłat, biel tytanową. cynkową, ołowiową, transparentną lub opalizującą. Dwa poziome pasy koloru mogą być dla artysty niezwykle bogatym repertuarem malarskich rozwiązań, jak widać wartych eksploracji od ponad trzech dekad. Pierwsze szkice z swojego cyklu Marcin Osiowski stworzył w połowie lat 80. Temat rozwinął w przededniu upadku systemu komunistycznego, a najnowsze prace dopiero niedawno wyschły. Ich pozorne podobieństwo skłania do interpretacji każdej z osobna przez pryzmat poszczególnych rozwiązań formalnych. Zaciek, przybrudzenie, przysłonięcie, zamazanie, zamalowanie w każdym płótnie mogę budzić coraz to nowsze skojarzenia. Różnorodność formalna prac jest świadectwem poszukiwania przez Osiowskiego nie tyle nowych rozwiązań, co zwłaszcza zadowalającego efektu, zarówno pod względem formy, jak i treści. Bo choć jego malarstwo jest abstrakcyjne, często minimalistyczne, a takie też bywa nazywane nieprzedstawiającym, nie brakuje w nim pełni znaczeń, ukrytych treści.


Flaga Osiowskiemu jawi się jako mikrokosmos znaczeń i skojarzeń. Przecież kolory szczególnie w heraldyce niepozbawione są symbolicznego ładunku.  Biel oczywiście reprezentuje najwyższe wartości duchowe: lojalność i szlachetność. Kolor czerwony jest symbolem ognia, oznacza odwagę, waleczność i poświęcenie. W polskiej fladze czystość, dziewiczość bieli przełamuje czerwień kojarzona z krwią, żarem i heroizmem. Wypisz wymaluj polskie cnoty. Jednak czy zaciek czerwieni i zabrudzenie bieli nie otwierają przed widzem całego uniwersum (re/nad)interpretacji? Zestawienia kolorów, igranie z ich odcieniami, zniekształcenia i zabrudzenia są efektem analizy języka, jakim posługuje się władza, a także mechanizmom manipulacji i propagandy obecnym na każdym kroku.


Spoglądając na cały cykl Flag można odnieść wrażenie, że choć każdy z obrazów jest osobnym malarskim bytem, zarazem prostym i zagadkowym, to zazębiają się one w jeden ciąg następujących po sobie i wynikających z siebie form. Nasuwa się kolejne skojarzenie z Wittgensteinem; jeden ciąg myślowy; pojęcia pojawiające się wcześniej zostają rozwinięte, dopowiedziane później. To system „wczesnego” Wittgensteina widoczny w Traktacie. W późniejszym okresie, choćby w Dociekaniach filozoficznych, pojawia się forma podobna do albumu zdjęć rodzinnych – zbioru luźno powiązanych elementów.


Pierwszy szkic do obrazu z serii Flagi powstał w 1985 roku, a obrazy nawiązujące do flagi w latach 1987-1989, czyli w okresie istotnym dla polskiej państwowości. Osiowski przebywał wówczas w Kopenhadze, kolejnym przystanku po Anglii i Antwerpii. Jeszcze w Londynie, w 1977 roku, na własny użytek podjął się tłumaczenia Remarks on Colour Wittgensteina z języka angielskiego na polski. Tezy Wittgensteina pojawiają się nie tylko w formie aluzji czy notatek na odwrociach obrazów, ale i jako bezpośrednie cytaty będących integralną częścią kompozycji. Jak zauważył Wittgenstein i co podchwycił Osiowski w swym cyklu, wypowiadając się nawet o tak  zdawałoby się prozaicznych kwestiach jak kolor, gramy w gry językowe.

 

Flagi z lat 80. na tekturach w formacie 100 x 70 cm posiadają bogatą fakturę wynikającą z nawarstwiania skrawków papieru, ulotek, które następnie zostały pokryte kolejnymi warstwami farby. Biel i czerwień, raz bardziej kryjące, innym razem transparentne, nakładane mniej precyzyjnie, umożliwiają wyzieranie surowości papieru. Patrząc na te patchworkowe realizacje z perspektywy czasu i ewolucji stylu Osiowskiego, można mówić o pewnej celowej antyestetyczności. Zlepki pasków papieru układanych z mniejszą lub większą regularnością są eksperymentem formalnym, zabawą z dynamizacją abstrakcyjnej kompozycji. Pociągnięcia pędzla, przybrudzone barwy, zacieki farby mają w sobie coś krwistego i brutalnego. Flaga na miarę rozbitka. Programowa ubogość zastosowanych materiałów oraz wrażenie przybrudzenia barw tworzą flagę, ale taką prowizoryczną, improwizowaną i lichą. Celowe zaniedbanie stanowić miało o kondycji kraju, ubogiego i wówczas sklecanego naprędce; „zszarzałej pijanej jarmarczności w kolorze płyty chodnikowej” według słów samego artysty z tamtych czasów.

Przez wiele lat prace na papierze leżały zapomniane w teczkach. Najstarszą z nich artysta odnalazł już w trakcie prac nad aktualną wystawą. Wyciągnięta z fizycznej otchłani stosów papierów, ale i z pamięci, zaskoczyła samego Osiowskiego. Multiplikacja nieregularnych kształtów wyciętych z gazet i ulotek, tworzy kompozycję nieco zbliżoną do tej z 2018 roku i świadczy o pewnym „prześladowaniu” koncepcją, która tkwi w podświadomości na przestrzeni dekad.


Zdawałoby się, że niemalże już zapomniana fascynacja flagą powróciła wraz z rozpoczęciem cyklu zatytułowanego 100 flag. Tytuł sugeruje potrzebę konfrontacji z hucznymi celebracjami państwowych obchodów stulecia odzyskania niepodległości. Różnorodność form i barw wszystkich stu obrazów w ustandaryzowanym formacie 70 x 50 cm, nie pozwala nawet na ich pobieżne omówienie w tym miejscu. Pośród nich można odnaleźć precyzyjnie skomponowane i oszczędne w środkach minimalistyczne abstrakcje, ale także takie prace, w których farba sprawia wrażenie kładzionej w pasji, niczym w geście atakowania oklepanego symbolu. Pierwsze realizacje otwierające cykl, jeszcze czyste i można by rzec konwencjonalne, z czasem stawały się coraz bardziej brudne, nieoczywiste. Do znajomych dwóch narodowych barw dołącza cała gama odcieni niebieskiego, zielonego, szarości. I czerń. Dużo czerni. Domieszka farby tego koloru zaczyna infekować biel i czerwień, dlatego ostatnie płótna są całkowicie odarte z symbolicznego znaczenia zasugerowanego przez tytuł cyklu. 


Być może gdyby nie wydarzenia z przedednia obchodów Dnia Niepodległości 2019 roku, Osiowski ostatecznie zamknąłby cykl lub też numerował kolejne przygnębiające brunatno-szare płótna, bo w takiej tonacji widzi dzisiejszą rzeczywistość upadku demokracji w Polsce. Jednak właśnie wtedy na organizowaną przez HOS Gallery wystawę Art on Art wdarły się osoby, które zniszczyły osiemnaście płócien z cyklu. Sprayem napisano „JUDE RAUS” i domalowano szubienicę. Artysta poinformował Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych i zgłosił sprawę policji. Prokuratura po kilku miesiącach umorzyła postępowanie. Osiowski zatrzymał płótna w stanie, w jakim zostawili je wandale. Całemu zdarzeniu poświęcił projekt Polaks Cultuur Agenda – z niego pochodzi praca zaprezentowana na obecnej wystawie 11 listopada oraz pojawiające się na najnowszych obrazach zamaskowane postaci uczestników niesławnych marszów narodowców organizowanych rokrocznie 11 listopada. 
Prace z cyklu 100 flag były reakcją artysty na niepokojącą sytuację polityczną i partyjną propagandę. Osiowski pokrył niektóre prace z cyklu 100 flag siatką kolorowych kwadratów, imitując rzeczywistość oglądaną w ogromnym powiększeniu za pośrednictwem ekranu komputera lub telefonu. Geometryczne formy jeszcze bardziej upodobniły flagi do abstrakcyjnych realizacji, otwierających pole popisu dla kolorysty. Kolorowe, płasko malowane kwadraty kontrastują z bogatą malarską materią i ekspresyjnym sposobem malowania oryginalnych kompozycji. Widoczne pociągnięcia pędzla, zacieki świadczące o gwałtowności i improwizacji, zostały zestawione wręcz z geometrycznym porządkiem. Za każdym razem Osiowski decydował się na różnicowanie stopnia natężenia kwadratów oraz sposobu ich malowania – od bardziej transparentnych po bardziej kryjące. Kwadraty o barwie brunatnej, zabrudzonej, wręcz chciałoby się rzec skażonej, nie pokrywają pierwotnych kompozycji szczelnie, świadcząc jakby o tym, że nie wszystko da się zawsze zatuszować, rozwodnić i zamieść pod dywan. Prace te jeszcze dosadniej skupiają się na naturze koloru. Zabieg ten czyni sztukę osobnym, egalitarnym językiem, nie mającym nic wspólnego z medialnym przekazem, nowomową polityków. Pytanie zadawane przez historyków sztuki i krytyków w obliczu prac Jaspera Johnsa: czy jest to obraz, czy flaga, w przypadku kolejnych realizacji Osiowskiego traci sens; nabieramy pewności, że mamy do czynienia z obrazem. 


Tytuł wystawy to parafraza tytułu słynnego obrazu Renégo Magritte’a, artysty, który w swojej twórczości również podejmował kwestie relacji między przedstawiającym dziełem sztuki a przedstawianym obiektem. Autor poproszony o komentarz do swojej pracy stwierdził, że jeśli ktoś myśli, że namalował fajkę, to niech spróbuje ją nabić tytoniem i zapalić. A co można zrobić z flagą? Wciągnąć ją na maszt, nadziać na drzewce i zabrać ze sobą na manifestacje? Zbezcześcić? Adorować? Przedstawienia Osiowskiego nie da się definiować poprzez użycie obiektu, szczególnie w kraju tak spolaryzowanym społecznie, gdzie dla jednych flaga może oznaczać wszystko, a dla innych nic nie znaczyć. Zdawałoby się, że zachowanie i być może w przyszłości wyeksponowanie zniszczonych płócien mogłoby stanowić ostateczne zwieńczenie cyklu. Czy można dyskutować z fanatyzmem lub kompletną ignorancją? Jak tworzyć, w dodatku ten sam cykl, w obliczu takiego niezrozumienia, głupoty, agresji? 


Można na przykład zwrócić się ku figuracji, która przemawia do szerszego grona odbiorców dosadniejszym przekazem. W niektórych najnowszych pracach z 2021 roku powracają przerażające postaci w kominiarkach, ni to ludzie, ni szkielety. Odpychający i straszni, to prawdziwi uczestnicy Marszów Niepodległości. Powraca również symbol falangi, z którym obnoszą się współcześni polscy nacjonaliści. Radykalne odejście od sztuki nieprzedstawieniowej stanowi odpowiedź na radykalny gest wandali. Obok figur w kominiarkach na płótnach powraca hasło „Gott mit uns” (Bóg z nami), wywodzące się z heraldyki i narodowej symboliki Prus, następnie pojawiające się u żołnierzy Wehrmachtu, a dzisiaj na bluzach z kapturem tych, którzy nazywają się prawdziwymi patriotami. 


Jednocześnie Osiowski tworzył obrazy dalekie od dosłownych skojarzeń, będące kontynuacją starszych szkiców z lat 80. wykorzystujących strzępki papieru. Najnowsze prace Osiowskiego jedynie imitują technikę kolażu, są bardziej uporządkowane, świadome i świadczące o upływie czasu i zdobywaniu z biegiem lat wiedzy warsztatowej. Do prac tych zaliczają się kompozycje w pewien sposób igrające z abstrakcją geometryczną. Osiowski nawarstwia formy zbliżone do kwadratu o różnym natężeniu koloru, innej przejrzystości. Trochę jakbyśmy spoglądali poprzez stary, przykurzony kalejdoskop; zamiast uporządkowanych wzorów widzimy spękane szkiełka, przesunięte względem pierwotnego ułożenia. Kwadraty, szczególnie te czarne, nawiązują do twórczości Kazimierza Malewicza. 


Flagi są opowieścią o losach samego artysty, ewolucji jego malarstwa, ale głównie o zmieniających się dziejach polskiej historii najnowszej i wartościach przyświecających polskiemu społeczeństwu. Kolory, a zarazem symbole i barwy narodowe, stanowią efekt społecznego konsensusu. Podobnie jak i narodowe cnoty. Nie należą one do logicznego porządku, ale do zaproponowanego przez Wittgensteina obszaru gier językowych. Flagi Osiowskiego powstałe w przededniu upadku systemu komunistycznego oraz w obliczu wdrażania dzisiejszego Nowego Ładu podkreślają pozornie niedostrzegalną płynność i elastyczność pojęć, które można ugniatać i formować na własną modłę w zależności od subiektywnych poglądów, obranych modeli władzy i tak dalej. Wystawa traktująca w dużej mierze o kolorze nabiera tym większego znaczenia w kraju, w którym nieoficjalna głowa państwa publicznie wykrzyczała, że „żadne krzyki i płacze nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne”. Czy był to językowy lapsus, czy raczej symptom pewnego „zaślepienia” współcześnie charakteryzującego życie polityczne? Hasło mające podkreślać protest przeciwko wypaczaniu takich pojęć jak „dobro” i „zło” w sposób niezamierzony nakreśliło obraną przez państwowych oficjeli ścieżkę wysłaną mamieniem, machlojkami i ciągłym rozmijaniem się z prawdą. Osiowski swoim cyklem flag zadaje pytanie, czy nowe reguły, tak ważne dla nas wszystkich, wolno dyktować osobom cierpiącym już nie na daltonizm, ale na achromatopsję.

fot. Adam Gut